|
![]() Za parę dni wybory parlamentarne. Będziemy z dumą wybierać przedstawicieli „wszystkich polaków”, kreśląc pokaźny krzyż na kartce papieru. Jak w każdym kraju, dumnie zwanym „demokratycznym” w którym prawa człowieka, wolność i praworządność są zawarte w konstytucji, kandydaci na naszych przedstawicieli ostro rywalizują w tak zwanej „kampanii wyborczej”. Nie inaczej jest i w naszym kraju nad Wisłą. Kampania oświadczeń, deklaracji i sprostowań, kreowania przyjaznego wizerunku, dobrych intencji i przekonań, że to właśnie ja, że to właśnie mnie, że to właśnie tędy nie tamtędy. Start kampanii to istny rajd kandydatów po meandrach rynku, wolnego i komercyjnego. To raj na ziemi dla branży medialnej i reklamowej. Billboardy klasyczne, bilbordy video, spoty reklamowe, ulotki, wizytówki, balony, chorągiewki. Kampania to czas na twarde negocjacje w sprawie debat, kto z kim, walka o dostęp do wszystkich najważniejszych czasów antenowych, zarówno radiowych jak i telewizyjnych. Nowe garnitury, fryzury, dodatki… Kampania to również raj dla agencji kreatywnych, speców od wizerunku i strategii, dla agencji modelek i modeli, reżyserów reklamowych, ekip montażowych itp. Itd. Gdzie w tym wszystkim czas na pluralizm? Czy w gąszczu wywiadów, debat, konferencji prasowych, tak starannie wyreżyserowanych, czy wręcz wykreowanych, jest miejsce na pytania merytorycznie związane z celem do którego wszyscy kandydaci dążą ? I co najważniejsze: czy ktoś oczekuje na merytorycznych odpowiedzi ? Nie od wczoraj, dziennikarze mienią się tzw. „czwartą władzą”. I trzeba przyznać, że akurat w tym założeniu, jest na prawdę wiele prawdy. To przecież dociekliwość pojedynczego dziennikarza może całkowicie zmienić oblicze całej kampanii wyborczej. Odpowiednio sformułowane pytanie zadane w odpowiednim momencie – tylko tyle i aż tyle. Trudno dziś dostrzec pluralizm w dziennikarskim fachu. To właśnie media kreują rzeczywistość jako doskonale skrojony byt, spełniający „wyższe” założenia, sunący swobodnie po z góry wyznaczonej ścieżce. Łatwo bowiem przez 3 lata utwierdzać społeczeństwo w przekonaniu iż polska jest „zieloną wyspą” która jako jedyna posiada dodatni wskaźnik PKB. Łatwo jest też opowiadać o kryzysie, który gdzieś czai się za rogiem. Łatwo straszyć „syndromem” Grecji, wmawiając ludziom, że to wszystko przez lenistwo samych Greków, Hiszpanów czy Włochów. To jest proste do wyreżyserowania, wpisuje się w mainstream medialny całej europy – europy która bez opamiętania „ratuje rozdając pakiety ratunkowe” w postaci miliardów Euro. Z zadumą i lekką dozą ciekawości oczekiwałem na tę właśnie kampanię. Kampanię w czasach tzw. „Globalnego Kryzysu”, którego wyjaśnienia, media z tzw. Mainstreamu, nie wpisały do założeń informacyjnych. Stał się on jedynie poczytnym sloganem, istnym memento, którego użycie gwarantuje pełne zrozumienie wśród odbiorców. Po co bowiem informować o wykresach, wskaźnikach, poziomach zadłużenia, rzeczywistych działaniach rynków finansowych. Po co straszyć ludzi ? Lepiej powiedzieć co „palnął” ten czy drugi, gdzie był i co jadł dzisiaj na śniadanie. Lepiej pokazać jak osoba „niezwiązana” i „całkowicie bezstronna” pyta: „jak żyć, Panie Premierze, jak żyć”, lepiej pokazać łzy i cierpienie, ból i rozpacz. Pokazać dzisiaj, może jutro a następnie wyrugować z odpowiednio dobranym tematem zastępczym i zapomnieć. Czekałem na kampanię, i nadal czekam, mimo że do wyborów już tylko parę dni. Obserwując ten teatr, w którym ważne sprawy to te, ile kilometrów który kandydat dzisiaj pokonał, jaki nowy spot reklamowy pokazał lub kto w danym spocie „zagrał”, dochodzę do wniosku, że może właśnie tego chcemy. Dla kogo bowiem jest to wszystko ? Dla zapalonych liberałów, dla których zasiłek socjalny to największe przestępstwo tego świata? Dla oszołomionych katolików, którzy krwi utoczą za kawałek drewna ? Może dla Homoseksualistów, którzy robią aferę bo jakiś prezydent miasta poczuł niesmak na myśl o „paradzie”. Nie drodzy czytelnicy, to nie dla nich. To wszystko jest dla Nas, szarych obywateli, którzy nie mają czasu na ideologię. Dla nas, podane w sposób prosty jasny i doskonale przemyślany. To my zdecydujemy, na podstawie tego co zobaczymy. Nie za oknem, nie pod blokiem czy u sąsiada za płotem, a właśnie w przestrzeni medialnej. Ale czy tak mają wyglądać wybory? Czy najbardziej wyszukaną formą dotarcia do nas jest przytwierdzony do latarni na skrzyżowaniu, kawałek tektury z własną „gębą” i napisem „głosuj na mnie, lista numer 520” ? Ja mam inne zdanie, a Wy ? Marcin Kapski
|
|
|